Tato-mama staje wobec największej przeszkody

Niedługo przed powrotem Dottie uświadomiłem sobie korzystne i niekorzystne konsekwencje tego faktu. Moja żona wróci i uwolni mnie od pewnych obowiązków. Gdy jednak rozejrzałem się po domu, mina mi zrzedła. Wśród całej tej gonitwy z dziećmi i usilnej pracy nad książką dom zamienił się w pobojowisko.

Sytuacja była trudna. Z kalendarza wynikało, że w piątek musia­łem oddać rękopis książki, a na weekend zaplanowałem specjalną imprezę na plaży z dzieciakami i ich kolegami. Jej termin ustaliliśmy ponad miesiąc temu, a każde z dzieci miało zaprosić jednego lub dwóch kolegów.

Zawsze chciałem być bohaterem nie tylko dla moich dzieci, ale i dla ich kolegów, ale tym razem wychodziło na to, że wybrałem sobie na to nie ten weekend, co trzeba. Miało nas nie być w domu od piątku do niedzieli, a Dottie wracała w niedzielę wieczorem. Jak zdążymy wszystko do tego czasu posprzątać?

Wczesnym rankiem we wtorek zwołałem wszystkie dzieci na naradę: „Słuchajcie, łobuziaki, mamy pewien kłopot. Dom wygląda jak po pożarze, a mama wraca w niedzielę. Muszę pracować nad książką, wy musicie iść do szkoły, a w piątek wyjeżdżamy z waszymi kumplami na weekend na plaży. Jak myślicie, czy nie moglibyśmy się z tego wycofać?”

Trzy pary oczu nie pozostawiły mi żadnych wątpliwości co do tego, że o wycofaniu się z weekendowej wycieczki nie mogło być mowy.

„W porządku, jasne jest, że nie możemy pozwolić, by mama wróciła do tak zabałaganionego domu. Bardzo kocham waszą mamę i wiem, że wyjeżdżając, musimy zostawić wszystko zrobione na wyso­ki połysk. Czy matka któregoś z waszych kolegów nie zajmuje się przypadkiem sprzątaniem? Wiem, że nic tak mamy nie ucieszy, jak idealnie czysty dom.”

Dzieci podały mi kilka nazwisk i po odwiezieniu ich do szkoły zacząłem wydzwaniać. W końcu ktoś z naszego kościoła powiedział mi o pewnej pani, która właśnie wprowadziła się w nasze okolice. Zajmowała się sprzątaniem i robiła to ponoć znakomicie. Zadzwoniłem do niej i przedstawiłem całą sprawę.

-    Wygląda mi to co najmniej na dwa dni roboty – powiedziała. – Jeśli z moimi materiałami i środkami czystości to będzie kosztowało dodatkowo jeszcze 35 dolarów.

-    Proszę pani, nie wiedziałbym nawet co kupić i od czego zacząć – powiedziałem jej. – Proszę dorzucić środki i do zobaczenia rano.

Kobieta przyjechała w piątek rano i oprowadziłem ją po domu. Nie była zbyt przerażona i zabrała się do roboty, a ja pojechałem do mojego gabinetu w The Julian Center pisać dalej.

Późnym piątkowym popołudniem ukończyłem książkę i mogłem podziwiać pierwsze, wspaniałe efekty pracy naszej sprzątaczki. Podło­gi i półki zaczęły wyłaniać się spod bałaganu. Dałem jej klucze od domu, zebrałem dzieci i wyjechaliśmy na plażę.

Wracając w niedzielę, zajrzałem po drodze do sprzątaczki, by uregulować rachunek. Nie umówiliśmy się co do ceny, a ja nie miałem pojęcia, ile kosztuje sprzątanie. Czekał mnie wkrótce przyspieszony instruktaż na ten temat.

-     W piątek i sobotę pracowałam dwadzieścia cztery godziny – powiedziała. – Razem ze środkami czystości wynosi to dwieście pięć­dziesiąt dolarów.

Przełknąłem ślinę i sięgnąłem po książeczkę czekową. Tłumaczy­łem sobie, że warto dla Dottie zrobić taki kosztowny porządek, choćby za to, że poświęciła tyle czasu na czytanie, korektę i redakcję moich książek. Nadarza się teraz świetna okazja, by jej to wynagrodzić.

Gdy odjechaliśmy, dzieci zauważyły, że nie jedziemy do domu, ale do Dicka i Charlotte Day’ów.

-    Dlaczego jedziemy tędy? – zapytały.

-    Dlatego, że zostaniecie u Day’ów, zanim nie wróci mama. Nie pozwolę wam znów nabałaganić w domu.

-    Oj tato, będziemy uważać. Zostaniemy w dużym pokoju i naj­wyżej skorzystamy kilka razy z łazienki.

Wzruszyłem ramionami:

-     O nie, nic z tego. Zostawię was u Day’ów, dopóki mama nie wróci.

Rozmawiałem już z Charlotte i przekonałem ją, by przyjęła dzieci na popołudnie i wieczór. Nie był to dla niej dość fortunny moment, gdyż sama musiała przygotować dom na przyjęcie gości, którzy mieli się zjawić w poniedziałek rano. Jak zwykle Dick i Charlotte wykazali zrozumienie i z chęcią wybawili mnie jeszcze raz z kłopotu.

Podwiozłem do nich dzieci i gorąco podziękowałem Dickowi i Charlotte. Wyruszyłem do San Diego, by odebrać Dottie i Heather z lotniska. Nigdy przedtem nie jechałem na lotnisko z taką radością! W drodze powrotnej Dottie powiedziała mi, jak wiele znaczyła dla niej ta podróż i jak wspaniale spędziła czas z rodziną.

Potem obojętnym tonem powiedziała:

-   Josh, wiem, że w domu jest pewnie trochę nieporządku, ale nie przejmuj się. Bardzo ci jestem wdzięczna za to, co zrobiłeś. Ten wypad i spotkanie z rodziną to było coś wspaniałego. Jeśli będzie trzeba trochę posprzątać, nie ma problemu.

Nic nie dając po sobie poznać, zdecydowałem się grać dalej:

-    Dottie, kochanie, jest niestety trochę nieporządku. Bardzo się starałem, ale nie wszystko mi wyszło.

-    Nic nie szkodzi, Josh – zapewniła mnie. – Szybko się z tym uporam.

Dottie była dzielna, ale, jak mi później przyznała, nie była taka pewna swoich słów. Co mógł zrobić z mieszkaniem w podwójnej przy­czepie w ciągu dziesięciu dni niezbyt uporządkowany mąż-pisarz, do tego z dwojgiem nastolatków i jedną dziewięciolatką na głowie? Bóg raczył wiedzieć, a ona mogła się tylko domyślać.

Podjechaliśmy pod dom. Gdy Dottie weszła i ujrzała wszystko błyszczące, czyste i poukładane, jej pierwsze trzydzieści sekund zachwytów było warte co do grosza te całe dwieście pięćdziesiąt dolarów, które wydałem na sprzątaczkę. Zacząłem już w myślach pisać konspekt nowej książki: „Jak być bohaterem dla swojej żony.”

Nagle Dottie przypomniała sobie:

-    A gdzie są dzieci?

-   U Dicka i Charlotte – powiedziałem z lekkim grymasem. – Nie chciałem, żeby nabałaganiły zanim to zobaczysz.

Pojechaliśmy tam i zabraliśmy dzieci do domu. Gdy piętnastolet­nia Katie, która nienawidzi sprzątania, ujrzała wysprzątany dom, na­tychmiast to skomentowała: „Ojej! Tato, mama to ma szczęście, że za ciebie wyszła!”

Oczywiście, zrobiło mi się bardzo miło – to bardzo przyjemne, jak nazywają cię bohaterem. Poza tym ucieszyłem się, że Kelly zrozumiała, o co chodzi. Wydałem sporo pieniędzy na posprzątanie domu nie dlatego, że bałem się narzekania Dottie. Zrobiłem to dlatego, że ją kocham i wiedziałem, że sprawi jej to wielką przyjemność. Jeszcze raz udało mi się wzmocnić poczucie bezpieczeństwa u moich dzieci (nie mówiąc już o moim małżeństwie).

Powiedziałem później Kelly: „Bardzo ci jestem wdzięczny za to, co powiedziałaś. Chciałbym jednak, żebyś wiedziała, że to ja jestem szczęściarzem, bo jestem mężem twojej mamy i mam zaszczyt być ojcem takich dzieci.”

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.