Archive for the ‘Zadziwiająca moc najprostszej pieszczoty’ Category

Czy w waszym domu mówi się o miłości?

Dwie najgłębsze nauki Jezusa o miłości zawarte są w Ewangelii według św. Jana. Obydwie w szczególny sposób mają związek z ro­dziną.

W swojej przypowieści o winnicy i latorośli Jezus mówi: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w mi­łości mojej!” (Ewangelia według św. Jana 15,9). Miejsce, w którym trwamy, to nasze domy, w których mieszkamy wraz z rodzinami. Jakie miejsce może być lepsze od naszych domów do „wytrwania w miłości”? Gdzie potrzeba więcej wytrwałości w miłości niż w na­szych rodzinach?

W modlitwie za przyszły Kościół, w noc poprzedzającą drogę na krzyż, Jezus modlił się o jedność swoich uczniów, by stanowili jed­ność z Nim i Ojcem. „Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty mnie posłał i żeś Ty ich umiłował, tak jak Mnie umiłowałeś” (Ewangelia według św. Jana 17,23).

Każda chrześcijańska rodzina staje wobec możliwości, wobec wyzwania, stworzenia świata, który jest jej udziałem, bowiem każda rodzina obdarzona jest przez Jezusa Chrystusa miłością. To Jego wielka miłość sprawia, że mogą kochać siebie nawzajem. To właśnie trzeba codziennie powtarzać swoim dzieciom.

W rozdziale tym zawiera się tylko jedno przesłanie: codziennie dajcie swoim dzieciom tyle uczucia, ile tylko możecie. Od tego zależy ich los, ich przyszłe role żon, mężów i rodziców.

Znana jest wam zapewne nalepka na samochód ze słowami: „Czy pieściliście dzisiaj wasze dzieci?” Widzi się to zdanie bardzo często w różnych wersjach, jak: „Czy pieściliście dzisiaj swojego psa, ko­nia…?” Myślę, że o wiele ważniejsze pytanie należałoby sformułować następująco:

„Jak często pieściliście dzisiaj wasze dzieci?”

Nie da się przesadzić z pieszczotami, to naprawdę niemożliwe. I nie ma tu znaczenia wiek czy wzrost. Nikt nie wyrasta z potrzeby uczucia. W najprostszej pieszczocie, klepnięciu czy słowach „kocham ciebie” tkwi niezwykła siła.

Jeśli chcesz być bohaterem, nie szczędź pieszczot swoim dzie­ciom!

Najważniejszy dla nastolatków argument na rzecz wstrzemięźliwości

Wspomniałem już wcześniej, że w naszej książce Why Wait? wyliczyliśmy 37 przyczyn, podawanych przez nastolatków opowiada­jących się za seksem przedmałżeńskim. W innym rozdziale tej pracy analizujemy 26 przyczyn, z powodu których nastolatki powinny jed­nak przed jego podjęciem się powstrzymać. Ujęliśmy tam oczywiście wszystkie argumenty natury fizjologicznej: zagrożenie chorobami przenoszonymi drogą płciową, zwłaszcza AIDS, możliwość zajścia w niepożądaną ciążę, pokusa usunięcia ciąży.

Nie pominęliśmy również licznych, istotnych argumentów natury uczuciowej: psychologiczne poczucie winy, możliwość zniweczenia szacunku dla samego siebie, niebezpieczeństwo popadnięcia w przy­mus sukcesu. Autorka książki Sexual Confidence (Śmiały seks), dy­rektorka Princeton Center Behavior Therapy w New Jersey, Debora Phillips, napisała:

„Mając seks na wyciągnięcie ręki, w dobie rewolucji seksualnej ludzie poświęcają się raczej biciu rekordów niż kochaniu się. Wiele kobiet nie jest w stanie osiągnąć pełnego poczucia zbliżenia, a ich obawa o dobre wyniki blokuje możliwość osiągnięcia pełnej satys­fakcji. Bez prawdziwego zaangażowania się nie mogą poważnie liczyć na czułość, prawdziwy romans czy miłość. W rezultacie czują się wykorzystane i wewnętrznie ogołocone.”

Najbardziej przekonującym powodem, dla którego nastolatki po­winny powstrzymać się przed uprawianiem seksu przedmałżeńskiego, jest Słowo Pańskie, które wyjaśnia, że jest to złe, niebezpieczne, a nawet śmiertelne. Pismo mówi nam, że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego i niemoralne jego używanie jest grzechem (patrz Pierwszy List do Koryntian 6,19).

W innym miejscu Biblia nie pozostawia wątpliwości, że wolą Pana jest, abyśmy byli święci, unikali niemoralności seksualnej po­przez uczenie się korzystania z naszych ciał w szlachetny sposób. Nie powinniśmy nigdy próbować wykorzystywać naszego brata (ani sios­try) dla zaspokojenia naszych żądz (patrz Pierwszy List do Tesaloniczan 4,3-6).

Rodzice bardzo często popełniają błąd, który polega na pod­kreślaniu tych „reguł” zawartych w Biblii, które bezpośrednio do­tyczą seksu. To prawda, są tam i takie, i do tego jeszcze przekonu­jące. Jednak do przekazania tych reguł konieczne jest utworzenie odpowiednich wzajemnych stosunków. Jeśli je zbudujecie, znaczą­co wpłyną one na wszystkie późniejsze kontakty waszych dzieci z innymi ludźmi.

Jeśli obdarzycie wasze dzieci akceptacją i uznaniem, będą one bardziej skłonne do zrozumienia, dlaczego Bóg nakazał cieszyć się seksem tylko w małżeństwie.

Jestem przekonany, że przy pozytywnym podejściu i zaprezento­waniu odpowiednich wzorców rodzice mogą pomóc swoim dzieciom w dostrzeżeniu piękna prawdziwej bliskości, na której polega zbliże­nie seksualne. Nie polega ono bowiem na wzajemnym wykorzystywa­niu siebie, ale na miłości. Jeśli dzieci nie poznają prawdziwego zna­czenia uczucia, miłości i bliskości w domu od swoich rodziców, to gdzie indziej mogą je poznać?

Łatwiej odsłonić swoje ciało niż duszę

Proponuje się nam teraz tanią imitację „zbliżenia” w postaci sek­su, a wiele nastolatków (jak i dorosłych) daje się na to złapać. Prze­cież nie odkrywszy własnej tożsamości, o wiele łatwiej obnażyć się wobec innego człowieka w łóżku, niż odsłonić mu swoją duszę i dopuścić go do najgłębszych pokładów naszego życia. Jak powia­da mój współautor:

Zbliżenie następuje wtedy, gdy dwoje spotykających się

ludzi potrafi całkowicie odkryć przed sobą nawzajem

swoje życie, bez zastrzeżeń, udawania i maski.

Niestety, wielu ludziom nie dano możliwości dojścia do prawdzi­wego zbliżenia, bowiem pozbawieni akceptacji najważniejszych dla nich ludzi – własnych rodziców – nigdy nie nauczyli się akceptacji samych siebie. Nie ma zatem żadnego logicznego uzasadnienia, by dopuszczali myśl, że mógłby ich zaakceptować ktoś inny. Dlatego też wycofują się. Noszą coś w rodzaju maski i nigdy nie pozwalają niko­mu pod nią zajrzeć.

Prowadząc w The Julian Center zajęcia na ten temat, Dick często zaczynał je od poglądowego założenia na twarz nieprzejrzystej maski. Słuchacze nie mieli najmniejszych trudności w zrozumieniu sensu tego zabiegu. Jeśli nakłada się maskę, nikt nie wie, kim naprawdę się jest. Osiągnięcie prawdziwego zbliżenia do drugiego człowieka nie będzie możliwe, jeśli nie ujawni się prawdy o sobie.

Nastolatki walczą,, o odnalezienie własnej tożsamości

Najłatwiej byłoby machnąć na nastolatki ręką i z ubolewaniem stwierdzić, że pozbawione są „zasad moralnych”. Na nic się to nie zda. Musimy dotrzeć do rzeczywistych przyczyn tego problemu. Przytaczając tutaj wszystkie te historie i cytując fragmenty listów, kierowałem się chęcią zwrócenia uwagi wszystkich rodziców na konieczność okazywa­nia swoich uczuć w stopniu, który zaspokoi podstawowe potrzeby dziec­ka związane z jego poczuciem bezpieczeństwa i wartości. Dziecko, któ­remu rodzice okazują ciepło i uczucie, czuje ich akceptację i uznanie. Jeśli w dzieciństwie otrzymało wystarczającą dawkę tych uczuć, istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że jako nastolatek będzie zmuszone trak­tować siebie jak towar wymienny za tak potrzebną mu „miłość”.

Dziecko jako nastolatek zaczyna zmagać się z kolejnym etapem rozwoju, zwanym przez psychologa Erika Eriksona etapem tożsamoś­ci. Innymi słowy, zaczyna składać w jedną całość wszystkie swoje dotychczasowe doświadczenia. Zaczyna się zastanawiać: „Kim tak naprawdę jestem? Mama chce, bym poszedł na studia. Tata chciałby, bym poszedł do wojska. Ale kim ja sam chcę zostać? I czy to kogo­kolwiek interesuje?”

Właśnie w tym okresie ogromnego znaczenia nabiera kwestia obrazu samego siebie i poczucia własnej wartości. W poszukiwaniach własnej tożsamości nastolatki często próbują zaspokajać swoje potrze­by za pomocą zmysłów. Według niektórych psychologów, najważ­niejszym doświadczeniem życiowym w tym okresie jest seks, drugie miejsce zajmuje muzyka.

Trudno się dziwić, że właśnie na etapie rozwoju zwanym dojrze­waniem, nastolatki pozbawione solidnego punktu oparcia pakują się w różnego rodzaju seksualne tarapaty. Według sformułowanego przez Erika Eriksona ośmioetapowego cyklu rozwoju, zdolność do przeży­wania zbliżenia wynika z tożsamości. Zbliżenie polega na rozwinięciu umiejętności zaproszenia innej osoby lub osób do swojego wnętrza, zdolności do całkowitego odsłonięcia samego siebie ze wszystkimi słabościami, obawami i wątpliwościami. Jeśli jednak się nie wie, kim się jest (nie zna się własnej tożsamości), nie sposób zbliżyć się tak prawdziwie do drugiego człowieka.

Każda córka jest „tatusiową córeczką”

Jeśli to prawda, że najbardziej samotnymi ludźmi w naszym kra­ju są uczennice szkół średnich, to zrozumiały się staje kolejny powód podejmowania przedmałżeńskiego życia seksualnego, często podawa­ny przez nastolatki. Jest nim „poszukiwanie ojcowskiej miłości”.

W swojej interesującej książce Tatusiowa córeczka (w przygoto­waniu Oficyny Wydawniczej „Vocatio” – przyp. red.) H. Norman Wright udziela wszystkim kobietom następującej rady: „Bez względu na to, czy był z wami, czy ciągle poza domem, czy był chłodny, ciepły, kochający czy miotający obelgami, ojciec wywarł na was swoje pięt­no. Wasz ojciec nadal wywiera wpływ na wasze obecne życie – zapewne większy, niż się wam wydaje.”

Nastolatki są aktywne seksualnie z powodu niedostatku uczuć

Mógłbym przedstawić tutaj inne wstrząsające dane statystyczne. Pochodzą one z, przeprowadzonych przez nas w końcu lat osiemdzie­siątych, badań wśród słuchaczy szkół średnich i wyższych, a opubli­kowanych w opracowaniu Why Wait? Ankietując tysiące młodych ludzi, doszliśmy do wniosku, że aktywność seksualna nastolatków i młodzieży starszej nie wynika tak naprawdę z nieposkromionych chęci, ale z braku osobistych motywacji do powstrzymywania się od rozpoczęcia życia seksualnego aż do momentu zawarcia związku mał­żeńskiego.

Angażując się w przedmałżeńskie życie seksualne, nastolatki kierują się co najmniej dwoma istotnymi motywami osobistymi. Prowadząc wykłady w starszych klasach szkół podstawowych, w szkołach średnich czy na uniwersytetach, zaczynam zwykle od tego samego stwierdzenia: „Niemal wszyscy z was obawiają się dwóch sytuacji. Obawiacie się, że nikt was nigdy nie pokocha i boicie się, że sami nie będziecie zdolni do miłości.” Niemal zawsze od­powiedzią jest całkowita cisza. Prowadząc spotkania z młodzieżą, staram się unikać formułowania niepewnych twierdzeń. Wiem, że nie darują mi niczego i będą starali się udowodnić mi niekompetencję, nawet jeśli będzie szło o drobiazgi. Nigdy jednak nie spotkałem się z negacją wypowiedzi o tych dwóch obawach dręczących młodzież. Gdzieś głęboko w sobie odnajdują dowody na jej prawdziwość. To właśnie te obawy są przyczyną instrumentalnego podejścia do seksu.

Pisząc wraz z Dickiem Why Wait?, w pierwszej części tej pracy umieściliśmy rozważania na temat przyczyn wczesnego rozpoczyna­nia życia seksualnego przez młodzież. Wprowadziliśmy dane na ten temat do komputera. W ten sposób powstała lista przyczyn wczesnego rozpoczynania życia seksualnego przez współczesną młodzież. Kom­puter określił aż 37 przyczyn.

„To straszne – odezwałem się do Dicka. – Nie chciałbym tego publikować. Poza tym jestem przekonany, że masa ludzi nam nie uwierzy. Może jakoś to ograniczymy.”

Wziąłem do rąk ów wykaz i zacząłem zastanawiać się, jak by tu wykreślić dziesięć czy dwanaście punktów spośród trzydziestu sied­miu. W końcu doszedłem do wniosku, że nie miałbym czystego su­mienia, gdybym wykreślił którykolwiek z nich. Spotkałem się więc z grupą uczniów szkoły średniej i zapytałem: „Słuchajcie, mam tutaj listę 37 przyczyn podejmowania życia seksualnego przez młodzież. Czy wszystkie są prawdziwe, czy też należałoby którąś z nich wy­kreślić?”

Wszyscy zaczęli przeglądać listę. Zajęło im to wiele czasu, a w końcu okazało się, że i oni nie są w stanie wykreślić żadnego z punktów! To prawda, że niektóre dotyczą dość odosobnionych przypadków, ale wszystkie razem stanowią uzasadnione przyczy­ny, podawane przez nastolatków podejmujących przedmałżeńskie życie seksualne.

Lista wyliczonych przez nas przyczyn obejmuje zarówno te zwią­zane ze stroną fizjologiczną („To jest naturalna sprawa”; „Przynosi to wiele emocji i daje upust napięciom”), jak i psychologiczną („To sposób na zdobycie popularności”; „Obiecałam mu, że to zrobię”; „Zrobiłem/am to z ciekawości”). Znalazły się tu także przyczyny uwarunkowane „środowiskowo” (brak wiedzy na temat seksu, rozbite rodziny, alkohol i narkotyki).

Wśród przyczyn emocjonalnych znalazło się podane przeze mnie „pragnienie kochania i bycia kochanym”. Inną istotną podawaną przy­czyną była samotność. Z badań Johna C. Woodwarda wynika, że najbardziej samotnymi ludźmi w Stanach Zjednoczonych są dziew­częta uczęszczające do szkół średnich.

Wysokie koszty „nowej moralności”

Wszyscy słyszeli o „nowej moralności” – terminie powstałym w związku z rewolucją seksualną ostatnich dekad. Ta nowa moralność to w rzeczywistości nic innego jak pokłosie starej niemoralności. Bombardowanie nastolatków sugestywnymi seksualnie programami telewizyjnymi, filmami, książkami i pismami przybiera niewiarygod­ne rozmiary.

Dziecko w wieku ponad 10 lat, oglądające telewizję przez rok, będzie świadkiem aż 9000 scen przedstawiających lub sugerujących stosunek płciowy, zawierających komentarze lub aluzje do tematów seksualnych. Spośród tej liczby ponad 7000 dotyczy seksu pozamałżeńskiego. Do momentu ukończenia 20 lat młody człowiek obejrzy w telewizji 90 000 scen aluzyjnie lub bezpośrednio seksualnych.

Czy należy się zatem dziwić coraz większej liczbie nastolatków podejmujących przedmałżeńskie życie seksualne? W stanie Vermont, w jednej ze szkół średnich, nauczyciel wychowania rodzinnego przeprowadził anonimową ankietę wśród uczniów klas dziewiątych.

Wyniki wykazały, że ponad 50% ma już za sobą stosunek płciowy. Spośród tych uczniów w przypadku 80% doszło do niego w sposób „spontaniczny”, a ponad 90% przyznało, że przy pierwszym kontakcie nie stosowali żadnych środków antykoncepcyjnych. Badania te miały miejsce w stanie Vermont, nie należącym, jak wiadomo, do najszyb­ciej zmieniających się społecznie regionów w USA.

Dziecko pozbawione uczuć może umrzeć

Słyszeliście zapewne o potrzebach uczuciowych niemowląt. Ba­dania wykonane na przełomie XIX i XX wieku wykazały, że pozba­wione przytulania i pocałunków niemowlęta mogą nawet umrzeć, bo­wiem nie otrzymują odpowiedniej porcji uczuć. W ostatnich latach prowadzono w tej dziedzinie wiele badań i doświadczeń. Ich wyniki dowodzą, że jesteśmy zdrowsi, gdy inni są wobec nas troskliwi, ser­deczni i delikatni. Dzieci pozbawione uczuć rozwijają się gorzej, mimo iż wszystkie ich pozostałe potrzeby mogą być dobrze zaspokajane.

Na całym świecie jedną z pierwszych potrzeb okazywanych przez niemowlę jest pragnienie bycia głaskanym i przytulanym. Uczucia uszczęśliwiają dziecko i, co więcej, zaspokajają podstawowe potrzeby fizyczne i psychiczne, które nie zmieniają się w miarę dorastania dziecka.

Już wcześniej wspomniałem o tym, że dzieci młodsze są częściej przytulane i całowane przez rodziców niż dzieci starsze. Gdy dzieci przechodzą do szkoły średniej, wielu rodziców przestaje je w ogóle przytulać i całować. Wydaje się, że to same dzieci odtrącają rodziców uważając, że ,już są dorośli i tego nie potrzebują”. Nie wierzcie w to! One nadal pragną uczuć, a jeśli ich nie doświadczają, zaczynają poszukiwać w niewłaściwy sposób.

W ostatnich kilkudziesięciu latach zaobserwowano, że dzieci za­częły coraz wcześniej osiągać dojrzałość seksualną. Przed stu laty przeciętnym wiekiem osiągnięcia dojrzałości seksualnej był 16 rok życia. W latach pięćdziesiątych granica tego wieku obniżyła się do 14 lat. A teraz, przy końcu naszego wieku, przeciętny wiek osiągania dojrzałości zbliża się do 12 roku życia.

Statystyki te przytaczam tutaj nie na zasadzie ciekawostek, ale jako bardzo istotny fakt do przemyślenia. Dojrzałość to znacznie więcej, niż tylko występowanie miesiączki czy zmaz nocnych. To wejście w dorosłość pod względem możliwości powoływania na świat potomstwa. Niestety, z racji coraz szybszego obniżania się wieku osiągania dojrzałości, coraz trudniej dzieciom poradzić sobie z emoc­jonalnym stresem, związanym z zachodzącymi w ich organizmie zmianami.

Zadziwiająca moc najprostszej pieszczoty

Podczas długiego objazdowego cyklu wykładów znalazłem się w Phoenix w stanie Arizona, które określa się często jako miasto bez wody, za to z mnóstwem plaż. Był koniec wiosny i temperatura przekra­czała 30°C. Tygodniowy plan przewidywał wizyty w kilku szkołach średnich – w jednej z nich uznałem, że wykład najlepiej będzie poprowa­dzić na świeżym powietrzu, na szkolnym trawniku. Do szkoły tej uczęsz­czało około 1000 uczniów i wyglądało na to, że niemal wszyscy wylegli na trawnik, chcąc wysłuchać wykładu jakiegoś faceta na temat seksu.

Tym facetem byłem ja. Stojąc na jakimś głazie, dla zapewnienia sobie lepszej słyszalności i widoczności, zacząłem wyjaśniać, czemu tak wielu młodych ludzi traktuje seks jak towar wymienny, zapłatę za prawdziwą miłość i bliskość drugiego człowieka. W trakcie wykładu do słuchaczy dołączyła grupa punków. Ich kolorowane włosy ułożone były na wszystkie możliwe dziwaczne sposoby, obwieszeni byli zło­tymi łańcuchami. Ich przybycie nie wywołało większego poruszenia, ale miałem na nich oko, nie wiedząc po co się tu pojawili i na co ich stać. Stali tam, jakby chcieli powiedzieć: „McDowell, i co ty nam możesz ciekawego powiedzieć.”

Po dwudziestu minutach skończyłem wywody o różnicy pomię­dzy prawdziwą miłością a jej tanią namiastką, którą tak wielu młodych ludzi spodziewa się odnaleźć na tylnym siedzeniu samochodu. Gdy schodziłem z głazu, ujrzałem biegnącego do mnie przywódcę grupy punków!

I oto tam, przed niemal całą, liczącą prawie tysiąc uczniów szkołą, ten zwalisty chłop zbliżył swoją twarz na cal do mojej, tak że nikt z zebranych nie mógł nic usłyszeć ani zobaczyć. Nie mogli zobaczyć łez spływających po jego policzkach ani usłyszeć jego pytania: „Panie McDowell, czy pan mnie przytuli?”

Zanim zdążyłem wykonać jakikolwiek ruch, wielki punk objął mnie, złożył głowę na moim ramieniu i zaczął płakać jak dziecko. Odwzajemniłem uścisk i staliśmy tak przeszło minutę. Był to bardzo długi uścisk, zważywszy na to, że ściskałem się z ogromnym punkiem, a jego złote łańcuchy uwierały mnie w pierś. Widziałem jednak, że chłopak robił to szczerze. Nie było to obliczone na pokaz dla mnie czy tłumu. On naprawdę chciał, by go ktoś przytulił!

W końcu punk uwolnił mnie z objęć i powiedział coś, co wie­lokrotnie słyszałem od innych nastolatków: „Panie McDowell, mój ojciec nigdy mnie nie przytulał ani nie powiedział, że mnie kocha.”

Na swój własny dramatyczny sposób ten młody człowiek w dziw­nym przebraniu, zwariowanej fryzurze, obwieszony złotymi łańcucha­mi, wyraził powszechną tęsknotę do uczuć. Byłem pewien, że wielu z tego niemal tysięcznego tłumu również ją odczuwało. Bolesne słowa tego młodego chłopaka o jego ojcu są z pewnością ważną przestrogą dla wszystkich rodziców. Głaskanie, przytulanie i całowanie dzieci przy każdej okazji ma ogromne znaczenie.