Archive for the ‘Najwspanialsze co możesz uczynić dla swojego dziecka’ Category

Psst…! Hej…! Kocham cię!

Wiem już, jak wspaniałe poczucie spełnienia daje ojcu jako męż­czyźnie okazywanie dzieciom swoich uczuć. Jedną z naszych ulubio­nych zabaw jest wynajdywanie chwili, gdy jedno z dzieci jest czymś zajęte – wtedy głośnym sykiem zwracam na siebie ich uwagę. Już wiedzą, o co mi chodzi, ale w pierwszej chwili nie dają tego po sobie poznać.

Wtedy sykam jeszcze kilka razy, aż zaczną się uśmiechać albo wręcz śmiać. Starając się zachować poważny wyraz twarzy, spoglądają na mnie pytającym wzrokiem: „Tak, tato, o co ci chodzi?”

Wtedy mrugam okiem i nie wydając głosu, wyraźnie układam wargami następujące słowa: „Hej…! Kocham cię!”

Ten sposób nigdy nie zawodzi. Mogą być w złym humorze, po kiepskim dniu w szkole – nic to – zawsze szeroko uśmiechają się i odpowiadają: „I ja ciebie też!”

Wracam wtedy do swoich zajęć – czytania gazety, oglądania telewizji czy telefonowania. I oni wracają do swoich zajęć. Jak widać, nie zabiera to wiele czasu, a przynosi znakomite rezultaty. Dzięki temu dzieci wiedzą, że są akceptowane i doceniane, czują się bezpieczne i ważne.

Nie musimy okazywać dzieciom uczuć w jakiś wyszukany sposób. Na przykład przez ostatnie półtora roku za każdym razem, gdy jestem poza domem, dzwonię do mojej czteroletniej Heather, by powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham, nawet na odległość. Odśpiewujemy wspólnie pewną piosenkę o „wielkiej” miłości, tak wielkiej jak… I tu następują porównania, w których prześcigamy się wzajemnie, przesyłając sobie przy tym całusy, cmokając głośno przez telefon.

Przy innych okazjach zaczynamy się spierać, kto kogo bardziej kocha.

-    Ja ciebie kocham bardziej niż ty mnie.

-    Nie, ja ciebie kocham bardziej niż wszystko na świecie – odpa­rowuje Heather.

W tym momencie wychodzi na to, że wygrała Heather, ale czemu nie przypomnieć jej ostatnio udzielanych lekcji astronomii:

-    A ja kocham ciebie bardziej niż cały wszechświat.

Czteroletnia Heather rozumie już, że wszechświat jest o wiele

większy od świata, toteż poddaje się, mówiąc:

-    No tak, tato, nie ma większej miłości!

Zdaję sobie sprawę z tego, że prowadzimy dość powierzchowną konwersację, jednak i w takiej formie zawiera ona nieco głębsze treści. Za każdym razem mojej małej czterolatce przypomina się, że nie ma na świecie nic większego od miłości jej taty do niej. Warta jest tyle, co cały wszechświat – i jeszcze troszkę!

Potrzebujemy codziennej dawki pieszczot

Przypomnijmy sobie przytoczone wcześniej wyniki badań, które opisują śmiertelne przypadki wśród niemowląt z powodu pozbawie­nia ich pieszczot i przytulania.W pewnym sensie i my powoli umiera­my, dzień po dniu, jeśli brak nam przytulania, ciepłych gestów, poca­łunków i słodkich słówek – wszystkiego tego, co psychologowie w swoim nieformalnym żargonie zwą „pieszczotami”.

W ten sposób ukształtował nas Bóg, a zaczyna się to już od chwili narodzin, kiedy to niemowlę szuka piersi matki. Matka może nie dać mu piersi, lecz butelkę, a wtedy brakuje tak istotnego kontaktu fizycz­nego. Trudno o bardziej dobitną konkluzję:

Uczucia potrzebne są nam przez całe życie.

Pozostaje nam tylko sobie życzyć, aby takich rodziców jak Carrie i Rick było w całym kraju tysiące. Dzieci pochodzące z rodzin, w których panuje ciepła atmosfera i brak zahamowań w okazywaniu fizycz­nej bliskości, o wiele lepiej radzą sobie z pokusą brania narkotyków. Uczuciowość w rodzinie jest tym dzieciom o wiele bardziej pomocna, niż wszystkie razem wzięte programy edukacyjne, skierowane prze­ciwko narkomanii, chociaż i im nie należy odmawiać przydatności.

Żaden z nas nie pochodzi z rodziny, w której panowała szczególna wylewność w okazywaniu sobie uczuć, ale obydwaj staraliśmy się zadbać o to, aby w naszych rodzinach pieszczoty i uczucia były stale obecne. Ulubioną rozrywką Dicka i Charlotte – nawet i dzisiaj, kiedy ich dzieci są już dorosłe – było układanie się całą rodziną na jednym łóżku i przytulanie podczas oglądania telewizji, albo też objadanie się prażoną kukurydzą czy czymś innym. Dick powiada często, że kiedyś łóżko pod ich ciężarem runie pewnego dnia! Ale nie będzie się tym przejmował. I tak wartość wspólnych uczuć rodzinnych przewyższa cenę jednego łóżka.

Przytulanie się całej rodziny w jednym łóżku może niezbyt do was przemawiać, ale jeśli tego spróbujecie, znajdziecie się w dobrym towa­rzystwie. Niedawno oficjalny fotograf Białego Domu opublikował zdjęcie byłego prezydenta Busha, jego małżonki Barbary i całej gro­mady wnucząt w jednym łóżku.

Niektórzy rodzice, zwłaszcza ojcowie, czują pewne zakłopotanie wobec fizycznych pieszczot dzieci, szczególnie córek, które zaczynają nabierać dorosłych kształtów. Należy się z tym liczyć, ale nie powinno to ograniczać okazywania uczuć. Trzeba znaleźć dla nich właściwą formę, odpowiadającą wam i dzieciom. Odkryjcie swój własny sposób i nie szczędźcie dzieciom codziennych pieszczot.

A jak kochacie swoje dzieci?

Okazywanie sobie uczuć tworzy bardzo znaczącą dla dzieci aurę bezpieczeństwa. Należy zatem nie szczędzić im, tak dla nich ważnych, pieszczot i pocałunków, dzięki którym czują się wyróżnione i kochane.

Podczas wspólnej z Dickiem realizacji filmu Jak być bohaterem dla swoich dzieci, przeprowadziliśmy przed kamerą rozmowę z kilko­ma małżeństwami na temat ich sposobów okazywania uczuć własnym dzieciom. Jedna z kobiet powiedziała: „Staram się codziennie okazy­wać moim córkom moje uczucia. Jedna z nich szczególnie lubi piesz­czoty, przychodzi do mojego łóżka i przytulamy się wtedy do siebie.”

Ta dziewczynka ciągle szukała matczynych pieszczot, chociaż miała już 11 lat. Gdy czasem matka odmawiała jej, udawała, że się na nią obraża. Ale wtedy matka nie szczędziła jej pieszczot i mała była w siódmym niebie. Często mówi o swojej matce, że ,jest jej najlep­szym przyjacielem”.

Podczas tych rozmów przed kamerą jeden z ojców powiedział: „Myślę, że najlepsze co mogę zrobić dla moich dzieci, to patrzeć na nie z takiej wysokości, by mogły swobodnie zajrzeć w moje oczy. Dlatego najczęściej bawimy się na podłodze. Całkowicie angażuję się w zabawę -bawię się z nimi ich zabawkami, realizuję razem z nimi ich pomysły, bawimy się w mocowanie. Równie wiele czasu poświęcam na czytanie książek, biorąc dzieci na kolana. Często je przytulam, płaczę wraz z nimi i przepraszam je, jeśli okazałem swoją niecierpliwość, czy niewłaściwie się zachowałem.”

Jego żona dodała, że mąż okazuje jej swoje uczucia także w obec­ności dzieci. Przytoczyła słowa swojej córeczki, która powiedziała jej: „Wiesz mamo, jak wyjdę za mąż i będę w ciąży, mój mąż też mnie będzie całował.”

Inne małżeństwo z czwórką córek pomogło nam w określeniu minimalnego zakresu okazywania uczuć przez ojca dorastającym dziewczynkom. Dick zapytał jedną z matek, Carie, czyjej ojciec wys­tarczająco okazywał jej swoje uczucia, gdy była małą dziewczynką. Przyznała, że niezbyt często. Na szczęście, nie skąpiła ich jej matka oraz dalsi członkowie rodziny, którzy rekompensowali jej ten brak częstymi pieszczotami. Mimo to nadal oczekiwała ich ze strony włas­nego ojca.

Teraz, gdy Carie sama jest matką czterech dziewczynek, zaczyna mieć mieszane uczucia, gdy jej mąż Rick, lekarz pediatra, codziennie przytula i całuje każdą z nich. Z jednej strony czuje się szczęśliwa, bowiem jej mąż spełnia tak ważną potrzebę w życiu jej córeczek, a z drugiej strony czuje ukłucie zazdrości, bo przypomina sobie swoje­go ojca, który zbytnio jej nie rozpieszczał.

Na moje pytanie, co czuje przytulając, całując i mówiąc swoim czterem dziewczynkom o swojej miłości, Rick odpowiedział:

-To najwspanialsze w życiu uczucie.

-    Czy czujesz się spełniony w swoim ojcostwie?

-   Tak, z pewnością – powiedział Rick. – Gdy urodziła się najstar­sza córka, nieco wahałem się z okazywaniem swoich uczuć, ale za zachętą Carrie bardzo to polubiłem. Nie ma bardziej cudownego uczu­cia.

Można dzieci uczyć miłości w rodzinie – i miłości Bożej – na różne sposoby. Jednym z nich jest „rodzinne błogosławieństwo”, nazwane tak przez Rolfa Garborga. W swojej znakomitej książce pod tym samym tytułem prezentuje on przykłady rozwijania i umacniania więzów ro­dzinnych. Tym najważniejszym przykładem jest opowiadanie dzie­ciom o Bogu. Poprzez udzielanie im co wieczór błogosławieństwa (w rozumieniu Księgi Liczb 6,24-26) kształtujemy ich charakter i pogłę­biamy w nich poczucie bezpieczeństwa, zaufania do samych siebie. W sposób „duchowy” okazujemy dzieciom uczucia.

Dla bohaterów seks takie jest OK

Uważam wraz z Dickiem, że jednym z najbardziej efektywnych sposobów budowania poczucia bezpieczeństwa u dzieci jest otwarte, ale odpowiednio powściągliwe, okazywanie swoich uczuć naszym żonom w obecności dzieci. Bardzo zdrowym objawem jest okazywanie przez ojca i matkę łączącego ich pociągu fizycznego i komunikowanie w ten sposób dzieciom, że seks małżeński jest piękny.

Wielu rodziców z rezerwą i zakłopotaniem sygnalizuje swoim dzieciom, że seks to coś brudnego – a w najlepszym wypadku uważa, że jest to sprawa, o której „niewiele mówi się w domu”. Istnieje jednak wiele sposobów ukazania, że seks jest częścią żywionych uczuć mał­żeńskich. Gdy dzieci są pewne waszego wzajemnego zaangażowania, mają okazję do poczynienia wielu dość interesujących spostrzeżeń.

Dick przypomniał pewne zdarzenie. Charlotte pojechała na Środ­kowy Zachód z wykładem na konferencję o tematyce kobiecej, odby­wającą się w Wheaton College. Była tam przez tydzień i miała przyle­cieć do San Diego o szóstej rano. Dick chciał pojechać po nią z Julian do San Diego – około 60 mil. Zapytał Timmy’ego i Jonathana, którzy mieli dopiero po kilkanaście lat, czy zostaną sami na noc: „W razie kłopotów możecie zadzwonić do waszego starszego brata, który miesz­ka przecież na tej samej ulicy. Chciałbym bardzo odebrać mamę i spę­dzić z nią noc w hotelu w San Diego.”

Timmy zerknął na tatę i szeroko się uśmiechnął. Dał Dickowi kuksańca pod żebro i z błyszczącymi oczami powiedział: „Jedź tato, jedź!”

Dick zdawał sobie sprawę, że Timmy wiedział już wszystko o kwiatkach i pszczółkach, i o tym, jak tata z mamą zamierzali spędzić ze sobą tę noc. Spostrzegł przy tym, że Timmy wcale nie okazał braku szacunku, ani nie pozwolił sobie na jakieś aluzje. Podszedł po prostu do spraw seksu tak samo jak jego rodzice. Jego uwaga niewątpliwie zawierała skojarzenia seksualne, ale z pewnością była zdrowa, bowiem Dick uczył dzieci, iż seks jest piękny i warto do niego dążyć w ramach małżeństwa.

Każda rodzina powinna podjąć własną decyzję co do sposobu traktowania spraw seksu. Każde małżeństwo samo musi rozstrzygnąć, co mieści się w granicach dobrego smaku, a co poza nie wykracza. Każda para powinna jednak dołożyć wszelkich starań, by uświadomić swoim dzieciom, że seks jest bardzo pięknym objawem uczuć męża i żony. Jeśli okazujecie swoje uczucia dzieciom, nie obawiajcie się okazywania uczuć sobie nawzajem w ich obecności. Ich poczucie bezpieczeństwa tylko na tym zyska.

Nie wolno ci mówić w ten sposób do mojej żony!

Moją miłość do Dottie okazuję nawet karcąc dzieci. Kilka lat temu, zanim jeszcze nasza najstarsza córka wkroczyła w wiek „nastu” lat, pomiędzy nią a Dottie doszło do starć na płaszczyźnie „moja mama a ja”. Zaczęły sobie grać na nerwach. Dzisiaj nie ma już po tym śladu i pomiędzy nimi panuje pełna harmonia, ale gdy Kelly miała 11 lat, odzywała się do matki niezbyt ładnie i zgryźliwie komentowała każdą jej uwagę.

Będąc kilkakrotnie świadkiem takich scen, postanowiłem położyć im kres raz na zawsze. Chwyciłem Kelly za ramiona, przyciągnąłem delikatnie do siebie, spojrzałem jej w oczy i powiedziałem: „Młoda damo, możesz mówić tak do swojej matki, ale nigdy nie pozwolę ci odzywać się w ten sposób do mojej żony! Kocham ją i będę jej bronił nie tylko przed obcymi, ale i przed jej dziećmi. Nigdy więc nie odzywaj się w ten sposób do mojej żony!”

Kelly zamrugała oczami, coś wymamrotała i odeszła. Rezultaty tego krótkiego przemówienia przeszły moje oczekiwania. Pomogło ono Kelly w poniechaniu tego typu zachowań wobec matki. Gdy tylko zdarzyło się jej zacząć wygłaszanie jakiejś uszczypliwej uwagi do Dottie, powstrzymywała się na chwilę, zerkała na mnie i mówiła:

-   No tak, nie wolno mi w ten sposób odzywać się do twojej żony, nieprawdaż?

-    Tak Kelly, nie wolno – odpowiadałem jej z błyskiem w oku.

Nawet karcąc swoje dzieci, należy podkreślać, że jest się bardzo

oddanym swojemu współmałżonkowi.

Inną stosowaną przeze mnie metodą jest czytanie dzieciom Księgi Przysłów 31,28-31, gdzie mówi się o mężu sławiącym żonę i dzieciach sławiących matkę. Czytałem to w obecności Dottie, a potem wszyscy dyskutowaliśmy o tym, zastanawiając się, jak możemy okazywać ma­mie wdzięczność za jej wysiłki. Dzięki temu doświadczeniu osiągaliś­my dwa cele. Po pierwsze, dzieci zastanawiają się, jak konkretnie i pozytywnie myśleć i wyrażać swoje opinie o matce i jak nie przyjmo­wać jej roli za oczywistość. Dotyczy to także i mnie. Po drugie zaś, dzieci mają okazję usłyszeć moje pochwały skierowane do matki i po raz kolejny widzą moje wobec niej zaangażowanie.

Często kontaktuję się z moimi dziećmi

To powodu rozlicznych wyjazdów i szerokich kontaktów mój ra­chunek telefoniczny jest dość pokaźny. Praktycznie co wieczór dzwo­nię do domu i oczywiście ze wszystkimi chcę porozmawiać. Zazwyczaj telefon odbiera jedno z dzieci i po rozmowie np. z Kate, mówię jej: „Kochanie, to wspaniale, że mogę z tobą porozmawiać, ale czy nasza fantastyczna mama jest może w domu? Czy jest tam ta przystojna niewiasta, z którą się ożeniłem? Czy możesz jej powiedzieć, że jej mąż jest przy telefonie?”

Tak zazwyczaj bywa – bez względu na to, czy jestem 5000 mil od domu np. w Anglii, czy też utknąłem na jakimś lotnisku w Teksasie. Gdziekolwiek bym był, zawsze kontaktuję się z moją rodziną i mówię swoim dzieciom, jak bardzo zależy mi na ich matce. Każda taka rozmowa podkreśla sens zasady:

Najmocniejszą podstawą poczucia bezpieczeństwa moich dzieci

jest to, że wiedzą jak bardzo kocham ich matkę.

Gdy tylko zapytam o Dottie, dziecko, które akurat odebrało tele­fon, woła na cały dom: „Mamo, to mój fantastyczny tata!”

Moje dzieci tak już do tego przywykły, że nie muszę ich nawet o to prosić. Pewnego wieczoru zadzwoniłem do domu i rozmawiałem z Se- anem. Był bardzo przejęty swoją rolą, jaką odegrał w zwycięskim meczu jego drużyny siatkówki, odbytym poprzedniego dnia. W pewnej chwili, ni z tego ni z owego, zapytał: „Tato, a może chciałbyś poroz­mawiać z moją fantastyczną mamą?”

Bardzo mnie to ucieszyło, był to bowiem najlepszy dowód świad­czący o zrozumieniu przez moje dzieci, że naprawdę szczerze uważam ich mamę za najwspanialszą żonę pod słońcem.

Będąc poza domem, posyłam mojej żonie małe prezenty, przy czym zawsze adresuję je na jedno z dzieci z dopiskiem: „Proszę, prze­każ to mamie. Podłóż to jej gdzieś jako niespodziankę.”

W zeszłym tygodniu byłem w San Francisco z jedenastoletnią Ka­tie. Poszliśmy do wielkiego sklepu sportowego i nakupiłem dla Dottie różnego rodzaju maskotek związanych z Boston Red Sox oraz koszulkę tego zespołu. Trzeba tu dodać, że jest ona zapalonym fanem tej drużyny. Przed zapakowaniem prezentów pokazałem je Katie. Opowiedziałem jej przy tym, dlaczego je kupiłem i jak bardzo kocham jej mamę. Katie wróciła z nimi do domu i wręczając je Dottie, powiedziała: „To dla ciebie od taty. On bardzo ciebie kocha.”

Po co poświęcam tyle czasu na takie drobiazgi? Pragnę, by moje dzieci uczestniczyły w czymś bardzo specyficznym, w tym mianowicie, jak okazuję ich mamie moją miłość. I to w taki sposób, by nie pozosta­wało miejsca na żadne wątpliwości. One wiedzą, że kocham ich mamę, bowiem uczestniczą w tak wielu sytuacjach, w których okazuję jej swoje uczucia.

Znaki miłości pozostawiać można wszędzie

Z przyjemnością włączałem dzieci do planowania prezentów uro­dzinowych i gwiazdkowych dla Dottie. Poza tego rodzaju większymi uroczystościami starałem się ciągle szukać okazji do przekazania Dot­tie, jak bardzo ją kocham, także i na co dzień.

„Co mogę zrobić?” – pytałem dzieci. – Czy przychodzi wam do głowy jakiś pomysł, dzięki któremu będę mógł wyrazić jej moje uczu­cia?”

Moje dzieci bardzo lubiły rozwiązywanie takich kwestii. Przed kilku laty, z okazji Dnia św. Walentego, wpadły na pomysł kupienia kartek pocztowych i naklejek z odpowiednimi tekstami. Od tego czasu zaopatrywałem się w całe stosy tego rodzaju rzeczy, które trzymałem w osobnej szufladzie. Wykorzystywałem je również w ciągu roku, bez żadnej szczególnej okazji, rozwieszając je i przyklejając w różnych miejscach, w których mogła się na nie natknąć Dottie. Na buteleczce jej wody kolońskiej albo na jej toaletce czy poduszce. Każda naklejka miała krótki tekst, jak na przykład: „To jest bezpłatny bilet do opery”, albo: „Uprawnia do kolacji na mieście we dwoje w tym tygodniu w dowolnie wybrany przez ciebie wieczór.”

Moim dzieciom bardzo się to podoba – gdy podejrzą, że przykleiłem właśnie coś na butelce mleka czy maśle w lodówce, chodzą za mamą pytając ją: „Mamo, czy zaglądałaś już do lodówki?”

Dottie uśmiecha się tylko, bo wie już, co kryje się za tymi pytania­mi. Odnajduje w końcu naklejkę i po raz kolejny dowiaduje się o mojej miłości. Dowiadują się o niej i nasze dzieci. Słyszą bowiem jak ojciec mówi matce: „Kocham cię, bardzo mi na tobie zależy.” To najlepszy z możliwych budulec ich poczucia bezpieczeństwa.

Jak mogą powiedzieć mamie, że ją kocham?

Od wielu lat kupuję żonie prezenty z okazji różnych rocznic (jeśli o nich pamiętam); teraz wciągnąłem do tych działań także i dzieci. Zbieram je wszystkie razem i mówię:

-Jestem tak szczęśliwy, że ożeniłem się z waszą mamą. To chyba sam Pan Bóg mnie z nią poznał. Wiecie co, dzieciaki, to wygląda jak sen i czasem martwię się, że przebudzę się i to wszystko okaże się nieprawdą. Teraz zbliża się rocznica naszego ślubu i chciałbym, żebyś­cie mi pomogły. Co mam zrobić, by powiedzieć mamie: „Kocham cię, dziękuję ci za to, że jesteś moją żoną?”

-   Możesz zabrać ją na plażę, bo ona bardzo lubi plażę – wyskoczyła pierwsza Kelly.

-    OK, zabiorę ją na Laguna Beach do naszego ulubionego hotelu -odpowiedziałem.

-    Mógłbyś zaprosić ją na miecznika, bo mama bardzo lubi tę rybę – dorzuciła Katie.

-    To znakomity pomysł! – powiedziałem i chwyciłem za telefon. W obecności naszych dzieci zadzwoniłem do naszej ulubionej

restauracji „Salerno” na Laguna Beach i zapytałem:

-    Czy mogę zarezerwować w waszej restauracji jakiś ładny stolik na uboczu i zamówić potrawy z miecznika, a także specjalną plakietkę z napisem „kochamy cię” dla mojej żony?

Wszystkie moje dzieci były przy tym, słuchały tego, co mówię i wiedziały, że naprawdę bardzo kocham ich mamę.

By okazać się jeszcze lepszym od rodzeństwa, Sean dodał:

-   A innym razem zaprosisz ją na spaghetti. Ona przecież bardzo lubi spaghetti.

-    To kolejny znakomity pomysł! – odrzekłem Seanowi.

I natychmiast ponownie zadzwoniłem do tej samej restauracji, zamawiając wszystko na kolejny wieczór.

Jak mieć szczęśliwą rodzinę?

Szósty rozdział Listu do Efezjan św. Paweł otwiera wezwaniem skierowanym do dzieci o posłuszeństwo rodzicom, o oddawanie im należnego szacunku. Paweł wyróżnia przy tym ojców, dodając: „A [wy], ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu waszych dzieci, lecz wychowujcie je stosując karcenie i napominanie Pańskie!” (Ef 6,4).

W Liście do Efezjan 6,1-4 znajdujemy lapidarną receptę na szczęśliwą rodzinę. Dzieci powinny być posłuszne rodzicom, a ro­dzice – zwłaszcza ojcowie – powinni wychowywać dzieci mądrze, kierując się miłością i rozsądnymi zasadami. Cofnijmy się tutaj na chwilę do rozdziału piątego tego Listu. Jaki jest kontekst tych zaleceń?

Mężowie powinni miłować swoje żony tak, jak „Chrystus umiło­wał Kościół” (w. 5,25). „Mężowie powinni miłować swoje żony tak, jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje”(w.5,28). Ponadto, żony powinny szanować swoich mężów i poddać się ich przywództwu (w. 5,22-24,33). Cały kontekst pouczeń św. Pawła przeznaczonych dla dzieci opiera się na założeniu, że mają one ojca kochającego ich matkę i matkę kochającą ich ojca.

Kiedy Kelly była jeszcze malutka, pytałem ją często:

-    Kelly, czy wiesz, że kocham twoją mamę?

Z uśmiechem odpowiadała:

-    O tak, wiem.

-    A skąd wiesz?

-    Bo jej o tym mówisz.

-    A gdybym stracił głos i nie mógł jej o tym powiedzieć? Skąd byś wówczas o tym wiedziała?

-    Stąd, że ją ciągle całujesz.

-    A gdybym miał popękane usta i nie mógł jej całować? Skąd byś wtedy o tym wiedziała?

Kelly odpowiedziała tak, jak oczekiwałem:

-    Stąd, jak się do niej odnosisz.

To jest najważniejsze. Jak odnoszę się do mojej żony? Mogę powiedzieć, że ją kocham. Mogę dać jej całusa, gdy wybiegam z domu. Ale dopiero to, jak się do niej odnoszę pod bacznym spojrzeniem naszych dzieci, daje prawdziwą odpowiedź na takie pytanie.

Moje zachowanie mówi dzieciom o wiele więcej niż moje słowa. Dzieci zawsze zauważą różnicę między naszymi czynami a słowami. Pamiętajcie, można oszukać wszystkich, ale nie własne dzieci!

Najwspanialsze co możesz uczynić dla swojego dziecka

Kilka lat temu, w programie telewizji śniadaniowej w Dzień św. Walentego, David Hartman rozmawiał z psychologiem rodzinnym dr. Benjaminem Salkiem. Ponieważ tematem dni a była oczywiście miłość, Hartman rozpoczął pytaniem:

-    Czy każdy rodzi się z umiejętnością kochania?

-   Tak – odpowiedział dr Salk.

-     Dlaczego więc tak mało wokół nas miłości? – pytał dalej Hart­man.

-    David, chociaż rodzimy się z tą umiejętnością, musimy się jesz­cze nauczyć jak kochać – odpowiedział dr Salk.

Wtedy dr Salk zwrócił się do kamery, spojrzał prosto w oczy milionów telewidzów i dodał:

-     Najwspanialsze co mogą uczynić rodzice dla swojego dziecka, to kochać się nawzajem.

To prawda! Dr Salk w możliwie najkrótszy sposób ujął i rozwiązał całą kwestię. Każdy rodzi się z umiejętnością kochania, ale każdy też nauczy się kochać dopiero wtedy, gdy ujrzy wzór miłości przekazany przez najważniejszych dla siebie ludzi – własnych rodziców.

Najważniejszym, bez wątpienia, budulcem poczucia pewności u dziecka jest miłość rodziców. Jednak równie ważnym budulcem poczucia bezpieczeństwa u dziecka jest miłość rodziców wobec siebie nawzajem. Jedno-dwa pokolenia temu większość dzieci była pewna wzajemnej miłości swoich rodziców. Obecnie już tak nie jest.

Niestety, wiele dzieci jest świadkami, w swoich rodzinach lub w rodzinach kolegów, kształtowania się zupełnie przeciwnego modelu. W dzisiejszych czasach współmałżonkowie nie okazują sobie nawza­jem miłości, a zbyt wielu z nich rozwiązuje swoje kłopoty najprościej – poprzez rozwód. Jeśli nawet decydują się pozostać ze sobą, rzadko okazują sobie ciepło lub uczucia.

Z rozmów, które przeprowadziłem z tysiącami dzieci, wynika, że obawiają się one najbardziej postanowienia rodziców o rozwodzie. Po każdym powrocie do domu z cyklu wykładów coraz bardziej utwier­dzam się w przekonaniu, że najważniejszym spadkiem, który przekażę swoim dzieciom, będzie moja miłość do ich matki.